Jeden dzień z życia załogi HEMS Opole

Pilot, lekarz i czah to załoga statku powietrznego, który lata nad Opolszczyzną niosąc pomoc najbardziej potrzebującym. Załoga HEMS Opole jak tylko otrzymuje zgłoszenie o potrzebie interwencji natychmiast wyrusza do działania. Siedziba Lotniczego Pogotowia Ratunkowego znajduje się na lotnisku w Polskiej Nowej Wsi przy ulicy Lotniskowej.

Każda z osób dyżurująca w bazie ma konkretnie przydzielone działanie. Czah, czyli członek załogi HEMS (ratownik medyczny) przyjmuje zgłoszenie, określa kierunek lotu oraz jego przybliżony czas, wraz z odległością do punktu docelowego. W międzyczasie pilot rozpoczyna procedurę startu maszyny, a lekarz wyjeżdża z hangaru mobilną platformą na lądowisko bazy. Całość działań do momentu wzbicia się maszyny w powietrze trwa nie więcej niż 3 minuty.

Odprawa na początek dyżuru

Łukasz miał okazję spędzić dyżur z załogą i uczestniczyć razem z nimi w działaniach. Poniżej jego osobista relacja:

Dzień dyżuru rozpoczął się o godzinie 7:00. Ratownik medyczny wraz z pilotem przeglądali maszynę już przed 7, aby o godzinie rozpoczęcia dyżuru być gotowym do niesienia pomocy. W międzyczasie lekarz dokonał przeglądu sprzętu umieszczonego w części medycznej śmigłowca. Wszystkie czynności kontrolne odbyły się w hangarze.

Następnie cała załoga zebrała się w pokoju operacyjnym gdzie rozpoczęła się odprawa oraz uzupełnianie dokumentacji otwierającej dyżur załogi podniebnej karetki. Sprawdzenie łączności z dyspozytorem medycznym oraz oddziałami SOR w województwie opolskim i można było przejść do bardziej przyziemnych spraw…

Śniadanie to ważny element dnia. Jeżeli tylko czas na to pozwoli to cała załoga zasiada wspólnie przy stole aby przy porannych pogawędkach zjeść wspólnie posiłek. Tym razem się udało.

Podczas dnia pracy, załoga wykonuje wiele czynności, w ramach swoich obowiązków stale mając na uwadze, że może w każdej chwili przyjść zgłoszenie o wylocie do działań.

Wylot do zdarzenia

Był piątek, zbliżała się godzina 18, po wielu godzinach rozmów ustaliliśmy, że zrobimy kilka zdjęć. Z hangaru wyjechał śmigłowiec. W tym momencie wpłynęło zgłoszenie o wylocie. Załoga natychmiast przyspieszyła i rozpoczęła wyuczoną procedurę. Ratownik medyczny przyjął zgłoszenie, pilot rozgrzewał silniki, a lekarz biegiem udał się do śmigłowca. Zajęliśmy miejsca, ostatnie sprawdzenie i wystartowaliśmy. Kierunek: wioska pod Namysłowem, dziecko potrącone przez samochód. Czas dolotu to 16 minut.

Kilkanaście minut uciekło jak z bicza strzelił i już podchodziliśmy do lądowania. Jako lądowisko pilot wybrał boisko, które znajdowało się tuż obok skrzyżowania, na którym znajdował się zespół „S” z Namysłowa. Wylądowaliśmy. Czah pozostał przy śmigłowcu do czasu, aż płaty śmigła nie zatrzymały się. Lekarz z całym sprzętem pobiegł do karetki.

Po chwili otrzymaliśmy najważniejszą informację: poszkodowane dziecko jest przytomne i kontaktowe. Lekarz zespołu ratownictwa medycznego ustalił z załogą HEMS, że dziecko transportowane będzie drogą lotniczą do centrum urazowego w Opolu (Uniwersytecki Szpital Kliniczny). Po kolejnych kilku minutach dziecko znalazło się w śmigłowcu i wystartowaliśmy w kierunku Opola. Przez cały czas lotu lekarz sprawdzał stan pacjenta i nawiązywał z nim kontakt wzrokowo – gestowy.

W Opolu przy lądowisku czekała karetka, którą młodego pacjenta zespół HEMS przetransportował z lądowiska na SOR. Tam przekazano poszkodowanego personelowi szpitala. Spakowano sprzęt i znowu znaleźliśmy się w powietrzu. Kolejną misją były ćwiczenia ze strażakami. Mundurowi już od pewnego czasu oczekiwali na zespół HEMS na lądowisku gminnym w Karczowie.

Śmigłowiec jednak najpierw musiał wrócić do bazy w Polskiej Nowej Wsi, gdzie ratownik medyczny wraz z lekarzem skompletowali i uzupełnili dokumentację. Pilot w tym czasie dotankował śmigłowiec (maszyna pali od 220 do 300 litrów nafty lotniczej na godzinę lotu). Lecieliśmy niecałą godzinę więc uzupełnienie baku było niezbędne. Dyżur HEMS zakończył się o godzinie 18:39, do bazy wróciliśmy grubo po planowanym zakończeniu.

Start po zachodzie słońca zapewnił kolejną dawkę adrenaliny. Po zmroku świat zdaje się być całkowicie inny. Punktem orientacyjnym – Elektrownia Opole – widoczna od razu po oderwaniu się maszyny od ziemi. Dolot zajął nam kilka minut. Nawiązaliśmy kontakt radiowy i szybko trafiliśmy na oświetlone przez strażaków lądowisko. Mundurowi na bieżąco informowali przez radio o utrudnieniach i wysokich przeszkodach.

Na ziemi obsada śmigłowca przeprowadziła krótkie szkolenie z budowy i wyposażenia statku powietrznego, oczekiwań załogi i ewentualnej pomocy ze strony strażaków. Po krótkim wstępie zaczęła się część praktyczna. Śmigłowiec pięciokrotnie podchodził do lądowania w różnych wariantach. Zakończyliśmy ćwiczenia i wróciliśmy na lądowisko. Ostatnie spojrzenie na oświetlone Opole i już lądowaliśmy w bazie HEMS Opole. Dyżur zakończony. Kolejne tankowanie, przygotowanie maszyny na kolejny dzień służby i wszyscy udali się na zasłużony odpoczynek.

Wielu powie, że praca jak każda inna. Może i tak. Latanie, piękne widoki, zachody słońca w powietrzu są przemiłym dodatkiem do ciężkiej pracy. Załoga trochę przywykła do tych dodatków, chociaż nie do końca. Na mnie, kimś kto nie ma tego na co dzień zrobiło to piorunujące wrażenie. Jestem bardzo zadowolony, że na Opolszczyźnie mamy śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, który jak zajdzie konieczność przyleci z pomocą. Ta niezwykła karetka ma w sobie coś, wszyscy obserwują jej przelot na niebie a na miejscu lądowania zawsze gromadzą się tłumy.

Dziękuję Lotniczemu Pogotowiu Ratunkowemu za możliwość uczestniczenia w dyżurze i zrealizowaniu tego fotoreportażu.

Jedna myśl na temat “Jeden dzień z życia załogi HEMS Opole

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *